Napisz na czacie lub na maila: help@vapefully.com lub zadzwoń na naszą zieloną linię: +48 61 62 55 420 (pon-pt 8:00-16:00).

Jesteśmy do Twojej dyspozycji od poniedziałku do piątku w godzinach od 9:00 do 17:00.

Czarny mężczyzna wydychający dym

4 Mity o Waporyzacji!

Waporyzacja niesie ze sobą szereg korzyści i minimalizuje negatywne skutki zdrowotne. Osoby, które miały do czynienia z waporyzacją, z pewnością wielokrotnie spotkały się z licznymi mitami i błędnymi przekonaniami na ten temat. Oto lista najbardziej popularnych mitów na temat waporyzacji. Sprawdź, czy Ty również wierzysz w któryś z nich! 

1. Waporyzacja ziół?! Stary, to drogie!!!

Jest to jeden z najczęstszych argumentów. Wiadomo, że kwestie finansowe dla każdego są ważne. Zdarza się, że ktoś ma waporyzator, który kosztuje ponad 1 000 zł, co może wzbudzać zdziwienie.

Z drugiej strony warto sobie przypomnieć, ile kosztują smartfony, konsole do gier czy inne przedmioty, którymi się otaczamy. Inna sprawa, że niektóre bonga również potrafią tyle kosztować. 

Należy pamiętać, że jest to wydatek jednorazowy. Waporyzator będzie służył długo. Większość z nich ma długą gwarancję – niektóre modele waporyzatorów oferują 10 lat, a nawet dożywotnią. W ten sposób nie trzeba się obawiać, że jeśli coś pójdzie nie tak, to trzeba będzie zakupić sprzęt jeszcze raz. 

Inna sprawa, że waporyzatorów jest bardzo dużo i łatwo dostosować wybór do swoich możliwości. Jeśli te z najwyższej półki przerażają nas ceną, to spokojnie można wybrać ciekawe wapki i zmieścić się w budżecie do np. 500 zł. Są też tańsze opcje, jak VapCap M 2019, który w zależności od wersji kosztuje 220-260 zł. 

[product columns="1" id="2980064"]

Co więcej, waporyzacja jest znacznie bardziej wydajną drogą wydobywania cennych substancji aktywnych niż palenie, gdzie podczas spalania spora ich część ulega zniszczeniu czy spala się samoistnie w momencie, kiedy się nie zaciągamy.

Z tego powodu do osiągnięcia tego samego efektu zużywa się znacznie mniejsze ilości ziół. Dzięki temu po pewnym czasie wydatek na waporyzator może się w pełni zwrócić, a później nawet może przynosić oszczędności.

Biały dym na czarnym tle
Wydatek na waporyzator może się w pełni zwrócić, a później nawet może przynosić oszczędności.

2. Bracie, zdrowie nie jest aż tak ważne…

Spotkałem się też z takim argumentem. Oczywiście jestem w stanie to zrozumieć, jeśli mówi to osoba, która pali kilka razy w roku. Jeśli zaś ktoś jest regularnym palaczem to uważam, że taka inwestycja jest wskazana.

Czasem ciężko w życiu jest dbać o zdrowie. Inwestycja w waporyzator może w prosty sposób zniwelować jedną ze szkód, jakie wyrządzamy swojemu ciału. Waporyzacja daje nam ten efekt bez prawie żadnego wysiłku.

Jeśli można w prosty sposób pozbyć się szkód zdrowotnych, jakie powoduje palenie, nie podrażniać swoich dróg oddechowych i nie przyjmować substancji szkodliwych zawartych w dymie, to czemu z tego nie skorzystać?

Po przerzuceniu się na waporyzację dość szybko wzrasta wydolność oddechowa i znikają skutki palenia, takie jak uporczywy kaszel, odkrztuszanie flegmy, uczucie duszności czy ucisk w klatce piersiowej. 

3. Ziomuś, waporyzacja nie działa!

Z takim argumentem również się spotkałem. Wydaje mi się, że taka opinia może wynikać z kilku rzeczy. Po pierwsze, może to być efekt tego, że ktoś miał sporadyczny kontakt z wapkiem i zaskoczony był tym, że czuje się inaczej niż podczas palenia.

Ta różnica wynika z tego, że w przypadku tradycyjnego palenia efekt często jest wypadkową działania samej rośliny i zatrucia organizmu toksynami oraz z reguły również wpływ na to ma tytoń dodawany do ziół.

Podobnie mówią osoby, które niepotrzebnie trzymają długo dym w płucach, bo uważają, że daje to lepszy efekt. Te odczucia wynikają po prostu z niedotlenienia. 

Druga możliwość jest taka, że ktoś nie wiedział, jak korzystać z waporyzatora. Czasem potrzeba chwili na zdobycie doświadczenia i wiedzy czy w tym konkretnym urządzeniu najlepiej jest zbić susz, czy może nie, jak powinien być zmielony oraz jak odpowiednio się inhalować. 

[product columns='"1" id="2964612"]

Pozostaje jeszcze kwestia jakości sprzętu. Pod ostatnim filmem pojawiały się komentarze od osób, które kupiły niskiej jakości wapka, który przypalał susz lub ogólnie źle się im z niego korzystało. Korzystanie ze złego sprzętu może skutecznie odstraszyć. 

Jeżeli ktoś korzysta prawidłowo i z dobrej jakości wapka to nigdy nie powie, że „to nie działa”. Jesteśmy różni, mamy różne preferencje i może jednak się zdarzyć tak, że ktoś po prostu nie polubi waporyzacji. Z reguły jednak w takiej sytuacji okazuje się, że po prostu sprzęt był źle dobrany do potrzeb i oczekiwań.

Osoba wydychająca dym
Jeżeli ktoś korzysta prawidłowo i z dobrej jakości wapka to nigdy nie powie, że „to nie działa”

4. Kupię to na Aliexpress

Zdarza mi się czasem coś kupić na Aliexpress. Jest tam pełno sprzętów, czasem nie wiadomo czy do tytoniu czy do innych ziół, których tytuły strona pięknie tłumaczy na “przenośne rury palenia chwastów parownik suche” czy “ziołowy parownik elektroniczny” w cenach zaczynających się od 40 zł za np. podróbkę Snoop Dogg G Pro. Biorąc pod uwagę, że oryginał ma bardzo słabe recenzje, to ciężko mi sobie wyobrazić, jak słaba w korzystaniu może być jego podróbka.

Każdy, kto korzystał z Aliexpress, naciął się wielokrotnie na to, że produkt na zdjęciu i to co otrzymaliśmy w przesyłce było z dwóch różnych bajek. Towar niezgodny z opisem to normalka. Pal licho, jeśli to dotyczy jakiejś głupoty. W przypadku waporyzatorów może to być zaś niebezpieczne dla zdrowia.

Silna konkurencja cenowa powoduje, że producenci tych sprzętów korzystają z najtańszych materiałów, które pod wpływem wysokiej temperatury mogą wydzielać wiele szkodliwych substancji. Nikt z nas nie chce wdychać oparów topiących się części elektronicznych czy jakiś metali ciężkich. 

Na rynku funkcjonuje obecnie wiele firm, które zabrały się za produkcję waporyzatorów. Z każdym dniem jest coraz więcej nowych sprzętów. Niedawno nawet pisała do mnie na instagramie jakaś chińska firma czy nie chciałbym przetestować ich urządzenia.

Łatwo w tym wszystkim się pogubić. Warto więc dokonywać zakupów w firmach, które dbają o to, aby w ich ofercie były tylko sprawdzone i najlepsze waporyzatory.

Przykładem takiej firmy jest sklep z waporyzatorami VapeFully i powiem Wam szczerze, że nie spotkałem w moim życiu większych fanów waporyzacji niż oni. Każdy waporyzator, zanim trafi do ich oferty, przechodzi szczegółowe testy, co więcej wiele propozycji od producentów odrzucają, bo nie spełniają one ich standardów. Wiem, że spokojnie mogę się zdać na ich doświadczenie i że to co znajdę na ich stronie jest w 100% sprawdzone.

A Wy, jakie znacie mity na temat waporyzacji

Historia waporyzacji w pigułce

Choć waporyzacja ziół jest znana od setek lat, to ich odparowywanie w kształcie takim, jaki obecnie znamy, jest zjawiskiem stosunkowo nowym, którego geneza sięga początku lat 90. XX wieku.

Z niniejszego artykułu dowiecie się, jakie były początki waporyzowania ziół oraz jakie waporyzatory musieli okiełznać pierwsi amatorzy tej formy konsumpcji ziół. Nie mieli oni lekko![1]. Waporyzatory [2], czyli urządzenia służące do odparowywania zawartych w ziołach substancji aktywnych bez doprowadzenia do zapłonu materiału roślinnego, są w ostatnich latach niezwykle popularne.

Choć elektroniczne waporyzatory pojawiły się na przełomie XX i XXI wieku, to waporyzacja ziół ma znacznie dłuższą historię. O praktykach waporyzacji ziół przez starożytnych Scytów wspominał już Herodot [3]. Wówczas, w V wieku p.n.e., para z ziół wykorzystywana była (zamiast pary wodnej) do zasilania łaźni parowych, w których starożytni z upodobaniem przesiadywali.

Początki waporyzacji, rozumianej jako wdychanie pary przy pomocy „waporyzatora”, swoje korzenie mają na terenach należących obecnie do Afganistanu. To na tym obszarze, około 1500 lat temu, wymyślona została Hookah [4], w naszym kraju szerzej znana jako shisha [5].

Z technicznego punktu widzenia pierwszymi prawdziwymi waporyzatorami były właśnie fajki wodne typu Hookah. Umieszczone w nich zioła parowały na skutek ciepła wydzielanego przez rozżarzony węgielek, nie dochodziło jednak do spalania. Na przestrzeni wieków fajki Hookah cieszyły się wielką popularnością, jednak od współczesnych waporyzatorów dzieliła je technologiczna przepaść.

W latach 90. XX wieku niejaki „Eagle” Bill Amato, Amerykanin mieszkający w Amsterdamie, położył podwaliny pod waporyzację w takim kształcie, w jakim znamy ją dzisiaj. Pierwszy waporyzator „Eagle” [6] Billa stał się sławny za sprawą zaprezentowania go publiczności w 1994 r. podczas Cannabis Cup w Amsterdamie.

Do stworzenia swojego pierwszego wynalazku zainspirował go jeden z kalifornijskich hodowców. Jak wyglądał i działał pierwszy prawdziwy waporyzator do ziół?

Przede wszystkim był ogromny – wielkością można by porównać go do średniej wielkości beczki. Było to duże, szklane naczynie, z którego wystawały dwie szklane rurki. W jednej z nich umieszczany był susz, który następnie był ogrzewany przy pomocy nagrzewnicy – takiej samej, jak te używane do usuwania fabr ze ścian.

Strumień gorącego powietrza przechodził przez zioła, na skutek czego produkowała się para, która zbierała się wewnątrz szklanego naczynia. Wówczas przez drugą szklaną rurkę można było wdychać zgromadzoną wewnątrz parę. Był to więc de facto pierwszy waporyzator konwekcyjny [7]. Wynalazek ten zrobił absolutną furorę i był wystawiany w Amsterdamie przez ponad 10 lat.

Kolejny wynalazek „Eagle” Billa był znacznie mniejszy i skierowany do masowego odbiorcy. Było to urządzenie nazwane „Shake and Vape”[8], będące szklaną rurką zakończoną szklaną kulą z otworem na górze. Przez otwór do kuli wsypywane były zioła, następnie do spodu szklanej kuli przystawiany był płomień zapalniczki, na skutek czego zioła parowały, umożliwiając wdychanie pary przez szklaną rurkę.

Był to więc de facto manualny vaporizer kondukcyjny. Oba wynalazki „Eagle” Billa przyczyniły się do popularyzacji waporyzacji ziół, jako metody pozwalającej na skuteczne przyswajanie właściwości ziół bez doprowadzania do ich zapłonu. Stworzyły też podwaliny pod powstanie bardziej zaawansowanych vaporizerów.

Kolejnym kamieniem milowym jeśli chodzi o waporyzatory było urządzenie nazwane BC Vaporizer. Wykorzystywało ono pomysł szklanej kuli, w której gromadziła się para, czyli koncept znany w pierwszego wynalazku „Eagle” Bill’a Amato [9].

Były jednak dwie istotne różnice – po pierwsze, było to urządzenie kondukcyjne [10], gdzie para była produkowana poprzez bezpośredni kontakt ziół z rozgrzaną metalową płytką. Po drugie było to urządzenie elektroniczne, nie wymagające używania nagrzewnicy czy płomienia zapalniczki.

BC Vaporizer był to więc tak naprawdę pierwszy elektroniczny vaporizer stacjonarny. Stał on się szybko bardzo popularny w Ameryce Północnej oraz w Europie.

Kolejna innowacja, jeśli chodzi o waporyzatory, przyszła w roku 2000, kiedy działająca z powodzeniem do dziś niemiecka firma Storz & Bickel zaprezentowała światu waporyzator stacjonarny Volcano.

Było to urządzenie, które na wiele lat wyznaczyło standardy i przetarło szlak do powstawania kolejnych, coraz bardziej zaawansowanych technologicznie modeli.

O wyjątkowości Volcano najlepiej świadczy fakt, że urządzenie to w 2017 roku nadal sprzedawane jest w masowych ilościach, zaś jakość produkowanej przez nie pary jest trudna do przebicia. Niemal każdy, kto miał jakikolwiek kontakt z waporyzacją, kojarzy napełniający parą vaporizer Volcano.

Po wynalezieniu Volcano sprawy zaczęły nabierać tempa. Najpierw pojawiły się waporyzatory stacjonarne innych firm, następnie świat poznał cieszące się obecnie największą popularnością waporyzatory przenośne. Pierwszym z nich był zasilany butanem Iolite, którego premiera miała miejsce w 2008 roku.

Z kolei w roku 2010 świat poznał Magic Flight Launch Box, będący dziś jednym z najpopularniejszych i najmniejszych waporyzatorów wysokiej klasy. Rok później, w 2011 roku, premierę miał vaporizer przenośny Arizer Solo, który wyznaczył nowy standard jeśli chodzi o waporyzatory przenośne.

Po premierze i wielkim sukcesie Solo, zaczęło pojawiać coraz więcej elektronicznych parowników, zaś rynek z roku na rok rozrastał się w coraz szybszym tempie.

Do dziś powstało już kilkaset różnych, mniej i bardziej udanych modeli. Biorąc pod uwagę, jak szybko rozwija się branża waporyzatorów, najciekawsze zapewne jeszcze przed nami. Jedno jest pewne:przyszłość należy do vaporizerów!

 

Źródła:

 

1. https://www.vapefully.com/pl/vaporizer-waporyzacja-wszystko-co-musisz-wiedziec-o-waporyzatorach-kompedium-wiedzy/#1

 

2. http://wiki.pl/wporyzator

 

3. https://en.wikipedia.org/wiki/Entheogenic_use_of_cannabis

 

4. https://en.wikipedia.org/wiki/Hookah

 

5. https://pl.wikipedia.org/wiki/Szisza

 

6. https://www.cannabis.info/en/blog/marijuana-vip-eagle-bill

 

7. https://pl.wikipedia.org/wiki/Konwekcja

 

8. https://www.cannabis.info/en/blog/marijuana-vip-eagle-bill

9. https://cannabiscultureawards.com/winners/eagle-bill-amato

10. https://pl.wikipedia.org/wiki/Kondukcja